To nie jest drobna różnica semantyczna, lecz różnica między obywatelem a poddanym, bo obywatel może wybierać, a poddany musi być posłuszny.
Mężczyzna statystycznie żyje ponad siedem lat krócej, pracuje pięć lat dłużej do emerytury i to on ma podlegać obowiązkowej służbie wojskowej pod groźbą utraty paszportu.
W całej tej debacie o poborze słyszymy tylko o umieraniu i obowiązku śmierci, a nikt nie mówi o wygrywaniu ani nie przedstawia planu zwycięstwa. Ludzie nie szli do walki dlatego, że jakiś urząd groził im odebraniem paszportu, tylko dlatego, że wierzyli w sprawę i w ludzi stojących obok nich. Kto tego nie rozumie, ten nigdy nie zbuduje żadnej armii, a co najwyżej wojsko z poboru, które rozpadnie się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością













