Jak Rzecznik ONR M. Kowalski uratował Marsz Niepodległości od POlicyjnej prowokacji

Zamaskowani faceci w kominiarkach przeszli za policję, na jej stronę. To byli prowokatorzy tych zajść. Myślę, że policjanci z tarczami nie o nich wiedzieli. Na tym polega prowokacja, że nasyła się policję na policję.

Na początku byłem zwykłym uczestnikiem Marszu. Stałem z tyłu ze swoją Brygadą Lubelską ONR. Ruszyliśmy z Marszem i usłyszałem z głośników policyjnych, zresztą dosyć słabo słyszalnych, komunikat – taki jak przed rokiem gdy płonął samochód TVN – żeby kobiety, dzieci i osoby z immunitetami przeszły za policję. Pomyślałem, że znowu zaczną nam robić jazdę, więc wziąłem dwóch kolegów i poszliśmy sprawdzić o co chodzi. Nie spodziewałem się rozruchów, skoro nie było blokady lewaków, ani nie przyjechali Niemcy z Antify. Kiedy dotarłem na czoło kolumny, minąłem samochód z nagłośnieniem to zobaczyłem pałowanie i gazowanie. Cofnęliśmy się z tłumem. Wszedłem na samochód gdzie było nagłośnienie i stwierdziłem, że trzeba interweniować, to było intuicyjne. Jestem pracownikiem ochrony i mam niejako we krwi zaangażowanie w sytuacjach kryzysowych. Jak Jagiełło, kiedy się rzucili do boju Krzyżacy to, on kazał Mszę świętą odprawiać. Jak emocje tutaj trochę opadły to można było przejąć inicjatywę. Była chwila na zastanowienie, na przegrupowanie ludzi i zobaczenie kto tutaj naprawdę tak wojuje. Okazało się, że to nie my się rwaliśmy do boju, ale jacyś faceci w kominiarkach, którzy najpierw byli z nami, a jak moją prośbę, aby policja się cofnęła, to oni zostali na środku.

Rzecznik ONR M. Kowalski o kryzysie tożsamości Polaków! – Odzyskajmy Polskę!

Podobne