Sędzia nie z prowincji

Cała Polska żyje sprawą sędziego z Żyrardowa, który w marcu 2017 roku na stacji benzynowej zabrał z lady i schował do kieszeni bilet należący do innej osoby. Był to bilet Narodowego Banku Polskiego o nominale 50 zł.

Na szczęście Sąd Najwyższy stanął na wysokości zadania i uznał, że nie była to pospolita kradzież tylko roztargnienie wywołane stresem. Przecież nawet małe dzieci wiedzą, że w dyktaturze kaczystowskiej sędziowie żyją w ciągłym strachu i narażeni są na niewyobrażalny stres. Niestety wytłumaczenie to nie wystarczyło reakcji i rozległo się podłe kwakanie.

A wystarczyło zrobić ekspertyzę, z której jasno wynikałoby, że Żyrardów to nie jest prowincja i dla sędziego z Żyrardowa 50 złotych to tak jak 50 groszy. Nie od dziś przecież wiadomo, że sędziowie, czyli nadzwyczajna kasta ludzi poza prowincją nie są w stanie przeżyć za 10 tys. zł. W przeciwieństwie do zwykłego Kowalskiego stosują więc zupełnie inny przelicznik wartości pieniądza. By żyło się lepiej!

Podobne