Janusz Korwin-Mikke ostro punktuje antyrynkowe koncepcje lewicy, w tym skrajnie szkodliwy pomysł Anny Marii Żukowskiej dotyczący progresywnego opodatkowania posiadaczy wielu mieszkań.
Zdaniem prezesa ingerencja państwa w rynek nieruchomości zawsze kończy się katastrofą, a mieszkanie stanowi zwykły towar podlegający bezwzględnym prawom popytu i podaży. Polityk tłumaczy, że deweloperzy budują małe lokale wyłącznie jako odpowiedź na realne zapotrzebowanie oszczędzających klientów, którym socjalistyczne zapędy władzy odbierają szansę na własny dach nad głową. Rozmowa płynnie przechodzi do kwestii międzynarodowych, gdzie gość stanowczo chwali zasady wolnego handlu, wyśmiewając przy tym sztuczne obawy przed importem niemieckich ziemniaków czy urugwajskiej wołowiny.
Kartofle są po to, żeby je jeść, a nie po to, żeby wspierać rolników
Odnosząc się do sytuacji za wschodnią granicą, wieloletni lider wolnościowców jasno podkreśla, że trwający konflikt nie jest naszą wojną, a interwencja byłaby zasadna tylko w obliczu całkowitego załamania Kijowa. Korwin-Mikke nie szczędzi też twardych słów pod adresem polskiego Kościoła, krytykując postawę kardynała Rysia oraz radykalną zmianę dotychczasowej retoryki wobec wyznawców judaizmu. W kontekście strategii krajowej polityk otwarcie przyznaje, że taktyczny sojusz z Grzegorzem Braunem wymaga czasowego tolerowania pewnych odchyleń etatystycznych w celu skutecznego przejęcia elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Prezes z pełnym przekonaniem patrzy jednak w przyszłość, zapowiadając, że po zdobyciu realnego wpływu na władzę czysto wolnorynkowe postulaty natychmiast powrócą na sztandary całej formacji.













