Państwo nie ma swoich pieniędzy, więc żeby dać jednemu obywatelowi stówkę, musi najpierw zabrać pracującemu dwie stówki, nazywając to wielkodusznie sprawiedliwością społeczną.
Doszliśmy do absurdalnego momentu, w którym najbardziej opłacalną ścieżką kariery w kraju staje się profesjonalne i terminowe wypełnianie wniosków o kolejne zapomogi.



















